Słyszę ich zanim otworzę oczy, szuranie stóp po zimnej ziemi, głuche jęki w pustych ulicach, jakby świat oddychał już tylko nimi. Zapach śmierci wisi w powietrzu, każdy cień to potencjalny wróg, a ich oczy — puste studnie głodu — szukają mnie wśród ruin i snów. (zwrotka 1) Pamiętam twój głos wśród syren i krzyków, gdy świat się kończył na naszych oczach, trzymałem dłoń, aż przestała być ciepła, a w twoich oczach zgasła już noc. Mówiłaś „uciekaj”… nie patrz za siebie, choć wiedziałem, co stanie się tu, bo kiedy wróciłem po ciebie później… to nie byłaś już sobą — tylko głód. (pre-refren) Twoje kroki za mną w ciemności, twoja twarz, ale pusty wzrok, każdy sen kończy się tym samym — muszę uciekać, choć to twój krok… (refren) Uciekam przez cały kraj, a za mną twój martwy ślad, twoje imię w gardle zmienia się w krzyk. Każdy dzień to utracony dom, każda noc to ten sam błąd, że nie mogłem wtedy ocalić cię już. (zwrotka 2) Na dachach miast szukam ostatniego tchu, niżej wyją ich tysiące gardzieli, klatki schodowe pełne ich cieni, już wiem — tym razem nie ucieknę im. Drzwi się trzęsą pod ich ciężarem, ściany niosą ten chory dźwięk, a ja stoję na krawędzi świata, i czuję, że to mój ostatni dzień. (bridge) Twoją twarz widzę w pierwszym z nich, gdy przebijają się przez próg, wyciągasz ręce tak jak kiedyś… ale teraz ciągniesz mnie w dół. (refren – złamany) Uciekam przez cały kraj… ale koniec dogania mnie tu, każdy krok był tylko odwleczeniem chwil. Nie ma dróg, nie ma już szans, tylko skok albo ich świat… i twój cień pośród martwych znów. (finał / outro) Ręce łapią mnie — zimne, obce, ciągną w tył, rozdzierają czas, krzyk się gubi gdzieś w gardle miasta, kiedy pęka pode mną świat. Spadam w dół między ich głosy, między życie, którego już brak… a na górze zostaje cisza — i echo mojego „tak”…